PMT Team w Chorwacji - finał
Wczoraj koło 13 wreszcie dotarłyśmy do celu - Marina Frappa w chorwackiej Rogoznicy. Bardzo milo przywitane przez organizatorów zgłosiłyśmy się do regat, dokonałyśmy oficjalnego ważenia i zeszłyśmy na 2 godzinny trening. Łódka zaskoczyła nas dużą powierzchnią żagli i każdym szotem innego koloru. Dobrze nadaje się do regat meczowych, ponieważ ma wiele dobrze rozwiązanych patentów i nie trzeba dokładać swoich. Dwie godziny przeznaczone na trening mogłyśmy w pełni wykorzystać na wodzie, gdyż lodki czekały w porcie gotowe do pływania.
Ponieważ trasa regat jest usytuowana za cyplem kawałek od portu, zawodnicy czekać będą na swoje mecze na dużym jachcie.
Za chwile idziemy na skippers meeting gdzie dowiemy się szczegółów dotyczących regat, akwenu, dostaniemy paring list czyli kolejność flightów, meczów i przeciwników z którymi przyjdzie nam dzisiaj wałczyć. A będzie z kim, ponieważ przyjechało dużo dobrych zawodniczek.
Mamy nadzieje ze trzymacie za nas kciuki!
Pierwszy dzień regat:
Start do pierwszego wyścigu zaplanowany na godzinę 11:00 trochę się opóźnił. Wyścigi były rozgrywane w małej zatoczce osłoniętej od silniejszego wiatru. Warunki panujące na wodzie były wyśmienite, wiatr 2-3 B, płaska woda i pełne słońce, dla naszej teamu zbyt pełne, mimo że chowałyśmy się w cień ile się dało. Załogi, które nie wychodziły z portu na łódkach zostały zabrane na duży jacht, który cały czas stał zacumowany w pobliżu trasy i na nim spędzałyśmy czas pomiędzy wyścigami.
Walkę rozpoczęłyśmy w drugim Flighcie, drugim meczu startując z niebieskiej strony z Portugalkami (48 miejsce w rankingu ISAF women). Po walce przedstartowej wyszłyśmy nieco z tyłu po nawietrznej i ciężko było utrzymać się po ich nawietrznej. W rezultacie byłyśmy zmuszone do walki na zwroty, po której szczęśliwe zameldowałyśmy się pierwsze na górnym znaku, pewnie dowożąc przewagę do końca wyścigu.
Kolejny wyścig płynęłyśmy również z niebieskiej strony z Chorwatkami, które tak jak my do tej pory nie były sklasyfikowane w rankingu ISAF women. Po dobrym prestarcie wyszłyśmy punktualnie ze startu z dobrą prędkością. Wyścig był bez większych niespodzianek, dojechałyśmy pierwsze na metę.
Przed kolejnym meczem, zmiana łódek i start z bardzo doświadczoną zawodniczką ze Słowenii - Vanesą Deklevą, olimpijką w klasie 470. Po zaciętej walce na prestarcie wyszłyśmy punktualnie ze startu, jednak z gorszej strony. Przewaga, jaką uzyskała na starcie Słowenka nie była znaczna, stratę udało się odrobić na kursie z wiatrem. Jednak nie znalazłyśmy odpowiedniej sytuacji do przejechania jej. Pewnie prowadząc łódkę wjechała na metę tuż przed naszym dziobem. Po trzech meczach solidnej roboty, miałyśmy trzy Flighty przerwy.
W ósmym Flighcie stanęłyśmy do walki z najwyżej rozstawioną Chorwatką (39 miejsce w rankingu ISAF women). Walka na prestarcie kosztowała nas dużo wysiłku; z powodu niedostatecznego opanowania technicznego łódki nie mogłyśmy pozwolić sobie na dial up. Musiałyśmy postarać się utrzymać łódkę cały czas w ruchu. Wykonałyśmy parę kółek i wystartowałyśmy po jej zawietrznej z pełną prędkością. Dzięki dobrej pracy załogi zmusiłyśmy przeciwniczkę do odłożenia się i uzyskałyśmy prowadzenie. Pierwsze dwa boki przeszły spokojnie, na drugiej halsówce splątał się nam szot foka na kabestanie podczas zwortu na wiatr i fok zaczął pracować wstecz. Sporo na tym straciłyśmy, jednak dzięki przewadze wypracowanej wcześniej nadal prowadziłyśmy, dowożąc już spokojnie przewagę do końca.
Kolejny wyścig z zawodniczkami z tutejszego klubu, wystartowały po naszej zawietrznej, zmuszając nas do bardzo ostrej jazdy. Jednak nie dałyśmy się odłożyć i to chorwatka wykonała pierwsza zwrot. Nie chcąc jej puścić do prawej strony przełożyłyśmy się razem z nią i pilnowałyśmy ją już do mety. Po wyścigu dostałyśmy informacje z komisji, że na dziś koniec. Runda niedokończona, załoga zadowolona jednak bardzo zmęczona intensywną pracą na łódce i mocnym słońcem. Jesteśmy już po odprawie z arbitrami. O 20 obiad i czas do łóżek, aby wypocząć przed jutrzejszym dniem.
Dzień drugi:
Dziś dokończyłyśmy Round Robin 1 i rozegraliśmy 6 flightów z RR 2. Wiatr o wiele mocniejszy niż wczoraj i tylko pierwszy mecz udało rozegrać się bez refów. Po pierwszym RR jesteśmy drugie, zaraz za Vesną Deklevą ze Słowenii. Naszą słabą stroną jest zrzucanie genakera w tak silnym wietrze. Cieszymy się z dobrego timingu na prestarcie i na starcie. Jutro okaże sie czy wchodzimy do półfinałów, ale na razie jest remis miedzy czterema załogami, które rozegrały nierówna ilość meczy z RR 2 a my mamy ich najmniej.
Dzień trzeci:
Rano wydawało się, że wszystko sprawnie pójdzie, jednak opóźnienie rozpoczęło się już na brzegu. Sędziowie w czasie przygotowywania łódek do wyjścia z portu zdecydowali o zrefowaniu żagli. Okazała się to bardzo słusznym posunięciem , ponieważ gdy wypłyneliśmy na akwen regat wiatr był tak silny, że komisja bardzo długo miała problem z zakotwiczeniem. My zaczynałyśmy drugim flightem dnia, jednak start do meczu miałyśmy dopiero około godziny 13:00. Pierwszy mecz płynełyśmy z zawodniczkami z tutejszego klubu, okazał się bardzo trudny, prowadzenie zmieniało się kilkakrotnie, jednak dzięki świetnej pracy załogi po dobrym postawieniu spina i wjechaniu w szkwał udało nam się zrobić rufę na prawy i zmusić przeciwniczki do ustąpienia nam obejmując tym samym prowadzenie na ostatnim boku do mety. Kolejny mecz, z faworytką regat Petrą Klibą, po dobrym prestarcie miałyśmy problem z dobraniem foka i niestety nasza przeciwniczka uciekła nam po zawietrznej. Powstałej straty nie udało już się nam odrobić. Następny mecz z kolejną Chorwatką, pewnie działając na prestarcie wywiozłyśmy przeciwniczki na lewą stronę, zwiększałyśmy dystans i gdy byłyśmy już z dobrą przewagą zawróciłyśmy na start pozostawiając przeciwniczki z karą i daleko z tyłu. Następnie odbyło się losowanie łódek i wybór przeciwniczki przez najwyżej rozstawioną zawodniczkę po dwóch round robinach – Petra Kliba za przeciwniczkę wybrała załogę z Portugali. Nam przypadło ściganie się ze Słowenką, z którą jako jedyną w round robinie przegrałyśmy dwa mecze. Rozpoczynałyśmy z niebieskiej strony, dobry prestart i na czas wyjście ze startu pozowliły nam na bardzo wyrównaną walkę, miałyśmy świetne kursy pełne, na których udawało nam się dogonić przeciwniczkę niestety pierwszy wyścig przegrałyśmy na centymetry. Zmiana łódek i stron. Kolejny wyścig z żółtej strony, ustatysfakcjonowane walką na prestarcie dobrze wychodzimy ze startu, wjeżdżamy jedna za drugą na górny znak, podejmujemy walkę jednak mamy probem z genakerem, Ola nie jest w stanie go dobrać tyle ile potrzeba. Wyścig przegrywamy o długość bomu genakera. Po mecie szukamy przyczyny problemu z genakerem. Sprawa okazuje się banalnie prosta, błąd przedszkolaka – szoty gena zostały przełożone odwrotnie przez kabestan!!! Trzeci wyścig z żółtej strony na tej samej łódce. Na starcie dostajemy karę, przeciwniczka wyjeżdża na niewielki falstart, okrąża konieć i jedzie do prawej strony, składamy się razem z nią. Lepiej prowadzi łódkę na kursie na wiatr, jednak staramy się ją przypilnować. Przed drugim okrążaniem górnego znaku zastanawiamy się nad wykonaniem kary, jednak przychodzi zmiana i obie łódki wjeżdżają na górny znak jednym halsem. Na kursie z wiatrem przez chwile zastanawiamy się nad poczekaniem na przeciwniczkę, jednak podejmujemy decyzję o wykonaniu kary na pinie. Po świetnej zrzucie genakera obracamy się na pinie i przekraczamy metę jako pierwsze. Różnica znów jest bardzo niewielka, radość na naszym pokłądzie nie zna granic! Tak zakonczonym dniem kierujemy się do portu po drodze zażywając kąpieli na linie za łódkąJ. Dzień bardzo długi, dopiero o 19:30 w porcie, ale satysfakcja niesamowita. Regaty są bardzo fajne, jest naprawdę dużo żeglowania i świetna atmosfera.
Pozdrowienia z nadal upalnej Chorwacji P.S. Dziś nawet spadło pare kropli deszczu!
Dzień czwarty:
Plan na dziś to dokończenie półfinałów i rozegranie fianłów. Wczoraj skonczylysmy polfinaly wynikiem 2:1 dla Vesny Daklevy, tak samo jak druga para Kliba: Carvalo.
Ostatni dzień regat, wiatru jak na lekarstwo, zaczynamy od dokonczenia polfinalow. Po dlugim oczekiwaniui na wiatr i wilokrotnych probach ustawienia trasy przez komisje około 12.30 rozpoczynamy mecz z Deklevą. Na drugiej halsówce słowenka popelnia fatalny blad i okraza niewlasciwy znak co daje nam pewna wygrana. mimo protestu zlozonego przez prezciwniczke punkt zostaje przyznany nam. Wynik 2:2. Ostatnia szansa na wejscie do finalu. Po dobrej walce przedstartowej wyjezdzamy ze startu jako drugie, ale Vesna ma kare. Ruchy przeciwniczki zmuszaja nas do poplyniecia po drugiej stronie trasy, co okazuje się kluczowe dla wyniku meczu, mamy straty nie do odrobienia i niestety przegrywamy wejscie do finalu.
W przeciwnej parze Petra Kliba pokonuje portugalke 3:1 tym samym wchodzi z Dekleva do wielkiego finalu, a my z portugalkami walczymy o trzecie miejsce.
Od początku do końca kontrolujemy wyscig i wygrywamy pierwszy mecz. W drugim dobrze rozegrany prestart, pierwsze na starcie i prowadzimy wyscig do ostatniego znaku, na którym zaplataly się nam szoty grota i prezciwniczki wyprzedzaja nas na ostatnim boku. W sytuacji 1:1 mamy decydujący mecz o 3 miejsce. Ponownie start z żółtej strony, przytrzymanie przeciwniczki z lewej strony i wystartowałyśmy z ok. 5 sekundową przewagą. Decydujemy się na krótkie pilnowanie portugalek robiąc zwrot w zwrot i pewnie wygrywamy wyścig. Tym samym zostajemy drugimi vice mistrzyniami Otwartych Mistrzostw Chorwacji. W wyścigu o pierwsze miejsce z wynikiem 2:1 wygrywa nasza przeciwniczka z półfinałów Vesna Dekleva.
Regaty uważamy za bradzo udane tym bardziej że w tym sezonie żeglowałyśmy tylko 6 dni. Było dużo żeglowania , rozegrałyśmy 20 meczy. Są to kolejne doświadczenia , kolejne wnioski wyciągnięte na przyszłość, które mamy nadzieję, że zaprocentują już w lipcu na Akademickich Mistrzostwach Świata. Na tą chwilę najważniejsze jest dla nas spędzenie jak najwiekszej liczby godzin na wodzie i dopracowanie techniki oraz zapoznanie się ze spinakerem.
Dziękujemy za wsparcie i trzymane kciuki
PMT Team
Zuza Gładysz, Kaja Morawiec, Ola Pawłowska i Maja Kos
powrót »





















